logo banner
KW Toruń > WSPINANIE...

Aktualności

WSPINANIE W OKOLICACH GRENOBLE

23 września 2020, godz. 20:49

Tegoroczny sezon skałkowy okazał się sporym wyzwaniem dla całej wspinaczkowej społeczności. Ogólnoświatowy „lockdown” drastycznie przerwał treningową rutynę i utrudnił szlifowanie formy na wszystkich wewnętrznych ściankach i bulderowaniach. Jakby tego było mało, samo przemieszczanie się i zbieranie w większych grupach na podbój skalnych trudności groziło niemałym mandatem. Część z nas w tym czasie grzecznie zbierała moc w palcach na domowych kampusach, inni, bardziej niepokorni chowali się w zakrzaczonych i zapomnianych częściach polskich skał, aby choć trochę zaspokoić wspinaczkowe aspiracje. Zdawać by się mogło, że wszelkie wyjazdowe plany i upragnione życiówki trzeba by z żalem odłożyć na kolejny rok… A jednak…pomimo wielu komplikacji i licznych turbulencji udało się wyrwać z kraju i odwiedzić nieco mniej popularny na mapie Europy, ale za to niesamowicie zjawiskowy rejon wspinaczkowy – okolice francuskiego Grenoble.

Saint Pancrasse - Le Luisset

Le Luisset to rewelacyjnie wyeksponowany (na wysokości 800m) rejon wspinania sportowego. Wyodrębniono tam 12 sektorów, które oferują drogi o długości 20-30m. Na wspinaczy czeka szeroki wachlarz trudności. Wyceny zaczynają się od bardzo rozgrzewkowych 4c-5c po bardziej wymagające 7a-7c. Dla prawdziwych mocarzy znajdzie się też parę 8a czy nawet legendarne Amicalement blues wycenione na 9a ;) w sumie ponad 200 możliwości. Struktura skały przypomina naszą swojską jurę, jednak, co nie będzie niespodzianką – zdecydowanie mniej wyślizganą ;) Zrobiliśmy parę wstawek na polecanych, szóstkowych dróżkach. Większość z nich charakteryzowała się problematycznym, siłowym startem. Mi osobiście do gustu przypadł tzw. przez Francusów „pudding”, czyli piony o niezliczonej ilości malutkich chwycików i stopni.

Do sektorów można dostać się od parkingu przy szkole w Saint Pancrasse. Droga lekko schodzi w dół i zajmuje ok 15-20 min, co jest dużym plusem. Przerwy we wspinaniu umila widok na góry (przy dobrej pogodzie widać nawet szczyt Mt. Blanc). U dołu natomiast rozciąga się miasteczko Crolles, gdzie pierwsze kroki stawiała dobrze znana marka Petzl. Obecnie znajduje się tam fabryka oraz budynek, w którym przeprowadza się testy wytrzymałościowe sprzętu tej firmy - wszystko można wpatrzeć ze skał. Ze względu na wysokość i ekspozycję rejon ten nie poleca się odwiedzać z małymi dziećmi, gdyż jest to zwyczajnie niebezpieczne.

Villard Notre Dame

Wspinanie w rejonie Le Luisset było jedynie rozgrzewką przed prawdziwym wyzwaniem, jakie czekało Nas podczas całej francuskiej wyprawy, a mianowicie 250m ściana w miejscowości zwanej Villard Notre Dame. To mała wioseczka oddalona od Grenoble jakąś godzinę jazdy samochodem. Trasa biegnie poprzez malownicze, górskie widoki bardzo wąską, krętą drogą, którą od czasu do czasu przecina ociekający wodą skalny tunel.

Do Giclée magique (1420m n.p.m.), – bo tak nazwana została ta 10-wyciągowa droga (na cześć sąsiadującego z linią spitów wodospadu), dochodzi się od góry z pobocza drogi, gdzie można zostawić auto. Przed rozpoczęciem zjazdów należy zwrócić uwagę na wydrążone w skale, tuż przy cieku wodnym otwory. Jest to skala poziomu wody. Jeżeli zalany jest 4 punkt nie należy rozpoczynać wspinania gdyż nurt wody jest za silny! My trafiliśmy na rewelacyjne warunki pogodowe i mogliśmy rozpocząć zabawę:) Gdy już nakarmiliśmy oczy obłędnymi widokami, nasz polsko-francuski 4-osobowy zespół rozpoczął zjazdy… (odwrotna niż zazwyczaj kolejność: najpierw się zjeżdża by potem wspiąć się po skale i wrócić do domu). Do wspinania trzeba było się dobrze przygotować, nie tylko w wodę i jedzenie czy dodatkową odzież w razie zmiany warunków pogodowych (wiele godzin w ścianie!!!). Przydatne okazało się walkie talkie oraz umowny system znaków gdyż szum wodospadu skutecznie uniemożliwiał komunikację dźwiękową;) W chwilach słabości można było wykrzykiwać niecenzuralne słowa – i tak by nikt nie usłyszał :P Droga może niezbyt imponująco wyceniona, bo trudności wahają się pomiędzy 5c a 6a, jednak wysokość i długość potrafiła zmiażdżyć (moje sportowe butki po 6h wspinu doprowadziły mnie do łez, – chociaż oficjalnie się do tego się nie przyznaję :P) W sumie cały wypad zajął jakieś 10h (wliczam dojazd). Wróciliśmy zmęczeni, ale przeszczęśliwi!!! Jest to miejsce, które warto odwiedzić i będę to tego gorąco zachęcała:) Poniżej parę fotek z tego bajkowego miejsca:

photo1

photo2

photo3

photo4

photo5

photo6

photo7

photo8

photo9

photo10

photo11

Tekst i zdjęcia: Monika Sawicka

dodał: tomi
Komentarze (0) - dodaj swój komentarz

Copyright © 2008 KW Toruń, kontakt