Pik Lenina oczami laika
tekst Michal Jarczynski

Z jednej strony wchodzenie na bambuły (jak je wiele osób ironicznie nazywa-mam tu oczywiście na myśli szczyty bardzo wysokie ale, technicznie proste) jest delikatnie ujmując, nużące. Z drugiej strony satysfakcja z osiągniętego celu jest nieporównywalna z żadną inną euforią odczuwaną przeze mnie wcześniej a uwierzcie mi kilka ciekawych przeżyć w moim podróżniczym żywocie już miałem – więc mam do czego ten stan porównać. Do żadnego innego, wcześniejszego przedsięwzięcia nie przygotowywałem się tak długo (ponad pół roku) i tak intensywnie zarówno, organizacyjnie (choć intensywność w organizacji obróciła się przeciwko mnie, to dzięki temu wiele mnie nauczyła na przyszłość) jak i treningowo. Jednym słowem uważam ten szczyt za swój dotychczasowy największy sukces, mimo jego wielu paradoksów.

Nie zawsze dało się przeskoczyc...
Wprawdzie Pik Lenina (7134 m.n.p.m) nie jest na końcu świata, w najbardziej odludnym i niebezpiecznym rejonie naszego globu. Sam Pamir zaś mimo dalekiej odległości od Polski jest bardzo często odwiedzany przez przybyszów z Europy a w szczególności z Niemiec, co akurat wyszło mi na dobre bo w przypadku szczytowania zarówno na Piku Lenina, jak i Piku Rozdielnej moimi partnerami byli nasi sąsiedzi zza Odry. Każdy medal ma jednak dwie strony-wyjątku nie było i w tym przypadku-ilość osób chętnych do wejścia lub trekingu w okolicy Lenina, powoduje, że rejon ten jest mocno komercyjny i „agencje” z których każdy wyjeżdżający musi w mniejszym lub większym stopniu skorzystać, kolokwialnie ujmując „lecą sobie mocno w kulki”- co było powodem naszego mocnego poruszenia nerwowego. Uspokojenie znaleźliśmy dopiero po zejściu ze szczytu i poznania Igora z Ukrainy, który trzyma już piąty sezon pieczę nad jedną z agencji i miał wiele wspólnego z Denisem Urubko… Mimo ilości chętnych, statystyki mówią same za siebie na szczyt wchodzi 20% osób, a w tym sezonie z powodu złych warunków atmosferycznych było ich podobno jeszcze mniej.

Michał na Piku Lenina
Nasza cała akcja w Pamirze trwała 19 dni. Na szczycie stanąłem 16 sierpnia, niestety Marcin (KW Bydgoszcz) nie mógł mi towarzyszyć , gdyż jak się okazało jego organizm potrzebował o wiele więcej czasu na aklimatyzacje niż mój, a tego czasu nie mieliśmy. Ponad obozem drugim działałem już sam, ale i to się dość szybko zmieniło o czym wspomniałem już powyżej.. Sama aklimatyzacja i porządny odpoczynek przed atakiem szczytowym (to właśnie ta nudna część „bambułowania”) zajęła nam dwa tygodnie. Przez ten czas na pamięć poznałem odcinki pomiędzy B.C. – C1 – C2 – C3. Wydaje mi się, że w aklimatyzacji pomogło nam noszenie 60 kg rzeczy na pierwszym odcinku (baza – „jedynka”), czego przyczyna była prosta-1 Euro za 1kg dla porterów :-). Zajeło nam to dwa dni – ten odcinek pokonywało się jeszcze po piargu i kamieniach. Od jedynki w górę pozostawał już tylko lodowiec, a co za tym idzie szczeliny różnych wielkości :-) i te z skokami „na misia” włącznie. Atak szczytowy był oczywiście poprzedzony dwudniowym czekaniem na pogodę, która i tak nie dopisała trzeciego dnia – wiało i to bardzo mocno (aparat udało mi się wyciągnąć na tym odcinku tylko raz, na szczycie), zresztą ostatni odcinek wiedzie 7 km granią, a na graniach wieje prawie zawsze.
Wszedłem na Pik drogą klasyczną W. Kovaleva o trudności 5A (rosyjska skala trudności używana w górach wysokich… której do końca nie ogarnąłem :-) – wiem tylko, że dużą w niej gra rolę wysokość szczytu). W opisach tej drogi w anglojęzycznych serwisach, można również znaleźć wycenę najbardziej „wspinaczkowych” miejsc na tej drodze, są to: C1-C2-3-4 UIAA, nachylenie max 45 stopni; C2-C3- 2-4 UIAA, nachylenie max 50 stopni, C3-Lenin max 4 UIAA, nachylenie 45 stopni. Osobiście uważam, że są za wysokie.

Obóz trzeci.
Tekst ten jest tylko namiastką tego co się działo w Kirgistanie przez te trzy tygodnie. Wspomnę tylko jeszcze o wojnie domowej, godzinie policyjnej, jakach, jurtach, tradycji i gościnności Kirgizów, imprezach integracyjnych i pożegnalnych:-), łapaniu gumy, Female Iran Expedition, poznaniu kilku górskich osobistości, Panu Pieniążku i wielu innych!
Zapraszam więc do galerii i do klubowej piwnicy, w której z chęcią podzielę się z Wami moją przygodą w jeden z wrześniowych, tudzież październikowych wieczorów.
Z górskim pozdrowieniem,
Michał Jarczyński
========
Dla Michała oczywiście wielkie gratulacje!
Więcej zdjęć w zakłdce GALERIA.