logo banner
KW Toruń > ZIMOWE...

Aktualności

ZIMOWE WSPINANIE WOJTKA TARANOWSKIEGO

28 kwietnia 2016, godz. 22:41

W mijającym sezonie zimowym udało mi się odbyć dwa wyjazdy zwieńczone pomyślnymi  wspinaczkami.

Najtrudniejsze na początku okazało się to, na co większego wpływu nie mam, czyli zgranie optymalnych warunków z wolnym czasem oraz dyspozycyjnością partnerów wspinaczkowych.

Po wielu konwersacjach, telefonach, falstartach w końcu udaje się ustalić i doprowadzić do skutku wyjazd na lodospady.

W pięcioosobowym składzie: Jacek Senior Czech (kierownik wyjazdu KW Katowice, KS Kandahar),  Zuzia Banaś (WKW, GM PZA), Adam Bielecki (KW Kraków), Paweł Migas (ŚKA GM PZA) oraz ja.

Ruszamy z Wrocławia szczelnie zapakowani do Seata Alhambry zwanej Słonikiem – czyli auto doskonałe. Plan zakłada przejazd do Kandersteg położonego w Alpach Berneńskich – myślę że śmiało można tu mówić o europejskiej stolicy wspinaczki lodowej. Podróż zakłócają częste kontrole na autostradach i granicach (chyba wyglądaliśmy na uchodźców). Przy ostatniej kontroli zapakowanie się z powrotem do auta zajmuje nam już tylko kilkadziesiąt sekund – trening czyni mistrza. Po drodze zatrzymujemy się w okolicach Zurychu, gdzie od znajomych Jacka dostajemy przewodniki po rejonie. Zostajemy ugoszczeni fantastycznym śniadaniem, za co Gospodarzom należą się ogromne podziękowania.

Na ostatnich 100-150km jazdy wyrywamy sobie przewodnik nie mogąc się nadziwić ile możliwości daje wybrany przez nas rejon. Cały nasz podniosły nastrój zmienia się znacząco po pierwszym wzrokowym kontakcie z doliną..

Nie widzimy ANI JEDNEGO lodospadu..

- Hmm pewnie wyżej będą – padają głosy optymistów z tylnej kanapy.

Tak czy siak postanawiamy się zameldować w hostelu i przeprowadzić rekonesans w wyższych partiach. Jeszcze tego samego dnia udajemy się na popołudniową gimnastykę na skałkę, która widzimy z okna, są tam drogi drytoolowe z zawodów. Każdy przechodzi w ramach rozruchu 5-6 dróg z zakresu M6-M7.

Następnego dnia uzbrojeni w zestawy ostrych śrub udajemy się w górne partie masywu do rejonu Oeschinesee. Podejście z wioski to około 1,5h stromego dreptania wzdłuż trasy narciarskiej. Po drodze palcem wymachuje i grozi nam, a wręcz zagradza drogę Szwajcar jeżdżący ratrakiem. Po krótkiej i burzliwej konwersacji w obcym dla Nas języku niemieckim pniemy się dalej.. Niestety klęska żywiołu, lodów brak, pijemy herbatę odnajdujemy lodowy prożek, gdzie ćwiczmy lodowe buldery, wkręcamy treningowo śrubki, kręcimy abałaki. W dolnie zaczyna sypać śnieg, a wyżej słychać huk lawin i obrywających się seraków – innymi słowy nic tu po nas.

Wracamy do hostelu, analizujemy możliwości, od „lokalsów” dostajemy informację, że jedyne lodospady w Alpach są w Sertig nieopodal Davos.

Dolina Sertig wita nas piękną pogodą, a co najważniejsze w oddali widać „lody”

W dolnie spędzamy 3 dni przechodząc wszystkie możliwe warianty.

Wspinamy się w dwóch zespołach: Adam z Jackiem, ja wiążę się liną z Zuzią i Pawłem.

photo1

Pokonujemy następujące drogi:

 Sertig Icefall

  1. Lodowa kolumna w trakcie naszego pobytu była mocno odspojona groziła runięciem tak, więc chętnych na próby tam nie odnotowano.
  2. 120m WI4 OS
  3. 120m WI4/4+ OS
  4. 120m WI 4/4+ OS
  5. 120m WI 4 FL dla nas z literką R – kluczowy wyciąg mocno kruchy, odspojony, wymagająca asekuracja (zmieniłem Pawła na prowadzeniu stąd FL) nasze odczucia wywołane były znacznym ociepleniem 3-ego dnia.

 photo2

Podejście w dolinie.

photo3

Szczęśliwi, że w końcu udało się wspiąć na ładną górkę. Niektórzy przypłacili raną ciętą grzbietu nosa, ku przestrodze – staramy się nie patrzeć do góry.

photo4

Zuzia napiera. Fot. Adam Bielecki

photo5

Napiera Wojtek. Fot. Adam Bielecki

photo6

Ekipa w komplecie, powitalna butelka wody gazowanej. Kierownik załapał się nawet na szlafrok.

 

Tatry, Słowacja marzec 2016r

W Poniedziałek Wielkanocny Karol odbiera mnie z RDA w Krakowie, jedziemy na słowacką stronę Tatr.

Z lekkim opóźnieniem i Świątecznym spokojem udajemy się do dol. Staroleśnej. W Tatrach pachnie już wiosną. Udaje się nam późnym popołudniem przejść lodospad Zahradki (wyceniony oryginalnie na WI5,  w zastanych warunkach ok. WI4 90m) w masywie Sławkowskiego Szczytu. Korzystając z resztki dnia na nartach turowych przemieszczamy się Tatrzańską Magistralą w stronę Skalnatego Plesa.

Spokojne turowanie przerywa nam wypadający zza zakrętu narciarz krzycząc:

- Pozor, pozor tam je medwed, tam je medwed!

Zatrzymuję się trochę na baczność, odpinam szybko narty, jako początkujący skiturowiec bardziej mobilny czuję się bez desek na nogach.

Mijam się z panem niedźwiedziem na odległość ok. 70m i grzecznie rozglądam się, czy nie ma jego troskliwej mamusi, bowiem delikwent wygląda na dość młodego. Równolegle do misia trawersujemy zbocze i po kilku minutach misio poszedł swoim szlakiem a my swoim.

Do dolnej stacji kolejki w Skalnatym Plesie docieramy już przy świetle czołówki. Z założenia chcieliśmy spać w ciepłym Encianie i na taką opcję byliśmy technicznie przygotowani. Ku naszemu zaskoczeniu zarówno Encian jak i Skalnata Chata były zamknięte. Noc spędzamy w holu stacji kolejki. Jest bardzo zimno. Odczuwamy brak śpiworów i karimat. Przebudzam się z letargu koło 2 dygocząc, spoglądam na Karola – też dygocze. Parę przysiadów, rozglądamy się w głąb korytarza. Znajdujemy małe pomieszczenie, delikatnie ogrzewane i tam na workach z piaskiem przeczekujemy do rana. Koło 04.30 szykujemy się bardzo powoli do wyjścia i zmierzenia się z głównym celem wyjazdu – Droga Motyki na południowo-wschodniej ścianie Łomnicy.

Na podejściu trochę wieje, pod miejscem startu drogi non stop zapadam się po pas, torowanie znacznie opóźnia rozpoczęcie właściwej wspinaczki. Po ok 1h „kraulowania” w śniegach docieram do pierwszych smarków lodowych.

Pierwsze 200m to teren około 80 stopni, miejscami dobry lód i beton, ale niestety także często przepadający śnieg, odpadający lód, trudna asekuracja. Wspinamy się z lotną, tempo mamy dobre, mimo że prowadząc miejscami odczuwam teren jako wymagający. Sprawnie przechodzimy pierwsze dobre jakościowo prożki lodowe.

Im wyżej tym mniej lodu, śnieżne odcinki idą nam wybitnie wolno – zapadamy się po pas.

Nagrzana słońcem ściana w kluczowych trudnościach serwuje nam prysznic z roztapiających się sopli w kominku.

Pokonując kolejne metry zrzucamy ostanie płaty lodu. Finalnie spowalnia nas rozległe pole śnieżne, którym wychodzi się na szczyt. Zmieniam Karola, który sygnalizuje zmęczenie, ja również chciałbym już być na szczycie.. Diagonalnie od prawej do lewej poruszam się, na wprost zwyczajnie się nie da.

Po 10h osiągamy pik Łomnicy, załapujemy się na piękny zachód słońca z całą panoramą Tatr Wysokich i Bielskich.

Korzystając z uprzejmości Szefa stacji kolejki zostajemy na noc w holu. Rano schodzimy do Skalnatego Plesa. Alpejska lampa panuje nad całymi Tatrami, ja resztakmi sił trenuję skituring, zjeżdżam z Łomnickiej Przełęczy, Karol czeka przy dolnej stacji czytając Taternika. W godzinach popołudniowych nartostradą wspólnie zjeżdżamy do Tatrzańskiej Łomnicy.

Pozytywnie zmęczeni i usatysfakcjonowani 3-dniową turą wracamy do codziennych obowiązków.

Zespół Karol Legaszewski, Wojtek Taranowski

Łomnica, Motyka M5+, WI4 700m OS 10h

photo7

Karol na podejściu, w tle Sławkowski.

photo8Lodospad Zahradki

photo9

Na szczycie Łomnicy.

photo10

Widoki wszystko wynagradzają, Sławkowski, Pośrednia Grań, masyw Gerlacha.

 

 

                                                                                            Z taternickim pozdrowieniem

                                                                                            Wojtek Taranowski

 

 

dodał: tomi
Komentarze (0) - dodaj swój komentarz

Copyright © 2008 KW Toruń, kontakt