logo banner
KW Toruń > KALANKI...

Aktualności

KALANKI Z KOCIEGO POKŁADU

7 listopada 2012, godz. 20:53

Jakiś czas temu Wojtek Mazurski i Iza Bielińska podążyli za zachodzącym słońcem w przygodę życia (więcej na catsonboard.com). Jako, że nieobcy im jest zapach mokrej liny i błysk ekspresów w południowym słońcu w ramach odpoczynku od podróżowania zwiedzają klasyczne rejony wspinaczkowe. Jednym z tych rejonów są Les Calanques czyli po naszemu Kalanki. Urzekające białe skały, lazurowe wybrzeże i łamiące język nazwy dróg - to wszystko czekało na naszą dwójkę. Poniżej wrażenia spisane w formie tekstowo - obrazkowej:

Les Calanques


Tak więc wytęsknione Kalanki powitały nas, Izę Bielińską (KW Toruń), Wojtka Mazurskiego (KW Toruń), niesamowitym widokiem z Sormiu... z jednej strony piękna rajska plaża otoczona skałami, z drugiej Marsylia... wielki moloch... i tak oto ten kontrast stał się nieodłączną częścią naszego pobytu w Les Calanques, czyli zatokach Marsylii.

Marsylia kusi światłami

 

Nauczeni doświadczeniem tym razem nie kupiliśmy pierwszego lepszego przewodnika jaki wpadł nam w ręce i jedynego w biurze Informacji, wyposażonego w przepiękne rysunki wychodzące spod ręki samego Picassa... tylko udaliśmy się jak trzeba do Decathlonu, jedynej wartej zwiedzenia atrakcji Marsylii, gdzie sprzęt sportowy i darmowe WiFi łączy się w jedno...
Po krótkim zapoznaniu się ze skałą w Sormiu (krótkim bo bez topo) zawinęliśmy się do Callelongue, gdzie zaczyna się sektor Les Goudes, wielkim plusem był dla nas dojazd, gdyż w Sormiu wjeżdżaliśmy pod górę na jedynce, ze spadającymi kotami i ciężkim sercem, że nie damy rady... ale jak zwykle stara technologia niemiecka nie zawiodła...

Les Goudes

Świetne wspinanie, blisko plaży, z krótkim podejściem, sporo fajnych i niezbyt trudnych dróg wielowyciągowych, w sam raz na początek...

 

Cats on the board

Na początek zaatakowaliśmy Rocher de Saint Michel d’eau douce, gdzie poszedł klasyk miejscowy Arete de la corde (5c ,L4, OS), piękna odprężająca droga filarem na szczyt z pięknymi widokami oraz bardzo ładne zacięcie La Rectiligne (5c, L3, OS).

Wojtas i Iza


Następny dzień postraszył nas niezbyt ładną pogodą, nawiewającymi chmurami i ostro wiejącym mistralem, ale padło Le Pin (5c, L4, OS),

Les Calanques w okazałości

a resztę dnia mogliśmy nacieszyć się grotą, z niesamowitymi formacjami... i pięknym widokiem...

 

 

na następny cel, czyli Rocher des goudes i droga Voie Barrin (6a, L4, OS) gdzie po pokonaniu wyciągu latających kamieni i czepialskich krzaków, przeniesienia stanu, czekał najładniejszy komin jaki widziałem w życiu... pełen upragnionych tuf, tufów, czy jak je się zwie...

 

Wojtas jak widać

 

Na tym zakończyliśmy spotkania z Les Goudes, gdzie pogoda i bieg wygonił nas i spowodował zmianę... jako że nie samym wspinem człowiek żyje, udało mi się wziąć udział w biegu w Marsylii i to nie bez kłopotów, gdyż okazuje się, że we Francji, żeby biec na 10km, trzeba mieć badania lekarskie... albo przynależność klubu... i tu powstala furtka, gdyż po okazaniu legitymacji Klubu Wysokogórskiego Toruń ruszyła maszyna, pojawił się lekarz i po szybkim badaniu i wywiadzie społecznym odszedłem z wynikami i zgodą do biegu ;)

 

Luminy


Na cel wzieliśmy dwie drogi na spiętrzeniu u stóp Candelli, o tajemniczo brzmiącej nazwie Le socle de la Candelle, gdzie w odstępie paru dni, przeplecionych wspinaniem sportowym zrobiliśmy dwie bardzo ładne drogi Le Temple (5c, L9, OS) najdłuższa droga Izy ;) oraz Civa (6a, L5, OS).

W drodze

a wszystko to opatrzone pięknymi widokami...

 

Śródmorze

 

I żyliby długo i szczęśliwie... ale jak już wspomniałem na początku, wszystko otacza moloch Marsylia, zalążek zła... taki francuski Mordor... spiętrzenie biedy, korków i wszystkiego złego co można sobie wyobrazić... koszmar kierowcy kampera... gdzie nonstop szalejący mistral, czy jakaś pochodna uprzykrza życie i rozwiewa cały syf po okolicy... kropką nad i w tym wszystkim był atak na catsonboard... jakiś wredny francuski grzyb otworzył drzwi w aucie i ukradł nam pieniądze z portfela... na szczęście zostawił dokumenty i elektronikę, ale to bylo to coś co powiedziało nam wynocha stąd, czas na Korsykę...
Tak więc z francuska „awła” Kalanki... pozdrowienia z www.catsonboard.com

dodał: kosoul
Komentarze (2) - dodaj swój komentarz

Michał, 9 listopada 2012, godz. 09:41 Bardzo fajna relacja! Pozazdrościć;)
kosoul, 11 listopada 2012, godz. 00:07 czekamy na wieści z Korsyki
Copyright © 2008 KW Toruń, kontakt