![]() |
![]() |
SerwisKW ToruńLogowanieprzypomnij hasło zarejestruj sięPartnerzy | AktualnościA.D. 2015 BY TOMI13 grudnia 2015, godz. 21:41Rok zacząłem wiosennym wyjazdem do hiszpańskiej miejscówki o ładnie brzmiącej nazwie Chulilla. Miejsce dobrze znane naszym klubowiczom, więc nie będę się dużo rozpisywał. Choć pogoda nam nie dopisała i na dwa tygodnie wyjazdu tydzień mieliśmy deszczowy, razem z Elą byliśmy zachwyceni miejscem. Gościnność Marii i Serga, otacząjące nas przepiękne pomarańczowe ściany wąwozu, hiszpański luz i czasami słońce pozytywnie naładowały nasze akumulatory. Mimo, ze żadnej tłustej cyfry nie pocisnąłem (a miało być podobno łatwo i przyjemnie) mocno powspinałem się OS-em, z czego jest zawsze dużo radości :) Wszystkim poszukującym wspinania w pionach lub nie za dużych przewieszeniach gorąco polecamy ten rejon. Test wytrzymałości gwarantowany :) Malownicze ściany Chulilli Po złapaniu wytrzymałości na hiszpańskich zerwach czułem, że kaczki w nerwowej sytuacji szybko nie zetnie no i może w końcu należałoby odwiedzić ten mistyczny piaskowcowy rejon jakim jest Labak u naszych braci Czechów. W przemiłym towarzystwie Łudzko-Kutnowskim-Łomżyńsko-Zielonkowskim spędziliśmy niezapomiane trzy majowe dni w chatce u Janka. Cóż, wspin na lewym brzegu Łaby pozosatwił w mojej głowie niesamowite doznania, warto pojechać i spróbować tamtejsze klasyki. Wszystkie pięciogwiazdkowe, a z asekuracją im trudniej tym lepiej :) Mentor i nosze ku pokrzepieniu serc Dawaj, dawaj, wpinka już blisko! Prowadzony Labakową filozofią zdobywania turni, w jeden z majowych weekendów udało mi się zdobyć Turnię Kukuczki w Mirowie zacną ścieżką Kuchara z Lamanczy. Droga dla mnie ważna, bo odkąd zacząłem się wspinać, moje oczy zawsze kierowały się na ten dość imponujący kawałek skały. Kuchar pozostał najtrudniejszą drogą, jaką w tym sezonie pokonałem na Jurce. Na klasyku Zub czasu IXa - cyfra marzenie :) Przyjemne wiosenne temperatury szybko się skończyły a wraz z nimi warun w naszych skałach. Korzystając z nowo wybudowanej drogi S8 ruszyliśmy z Elą do polskiej mekki wspinania w granicie. Po wielu latach miło mi było ponownie tam zawitać i zmierzyć się z takimi klasykami jak Nos Żubra, Kletter Killer czy Biały Ściek. Wynik starcia był całkiem pozytywny, bo podniosłem moje sokolikowe RP i OS :) Chcąc wykorzystać granitowy rozwspin, udałem się z Łukaszem Wolfem w Tatry. W dniu 13.06 po nocnym rajdo-podejściu z Warszawy lądujemy pod wschodnią ścianą Mnicha. Na warsztat idzie Metallica. W sobotę rozpoznajemy pierwsze trzy wyciągi, aby w niedzielę dać z siebie 200% normy i o 20:00 cieszyć się z sukcesu na szczycie Mnicha. Oj wymieliło nas mocno, walka była do ostatnich metrów, ale warto było dać z siebie te procenty! Metallica z Wolfem Wiedzeni dobrą tatrzańską passą w jeden z lipcowych weekendów razem z Łukaszem ruszyliśmy na Wielki Okap na Królowej naszych tatrzańskich ścian - Zerwie. Niestety trikowe ruchy w Okapie z mocno nabijającym ciągiem oraz asekuracją, która mąciła nam spokój w głowie, dały nam prztyczka w nos. Pozostało cieszyć się widokami wokół nas i lufą pod nogami :) Na Zerwie Sezon w Tatrach trwał, warun był, lecz życiowe tematy nie pozwoliły mi już z Wolfem się związać w tym sezonie. Z pomocą przyszedł Bartek Kurowski, z którym w dniu 1 sierpnia pokonałem tegoroczną tatrzańską nowość, a mianowicie Pasję na Młynarczyku. Droga w idealnych warunkach z malowniczymi widokami doliny Białej Wody padła w stylu najczystszym. Tak na marginesie, dodanie trzech nowych wyciągów do Szewskiej Pasji daje całkiem fajną 10-wyciągową propozycję w okolicy stopnia VIII, w dość dużej ścianie z wymagającymi zjazdami na koniec. Polecam ją wszystkim, którzy myślą o letnim wyjeździe w Alpy na większe skalne drogi, jako test górskich umiejętności. Młynarczykowe klimaty Dokładnie tydzień po wspinie na Młynarczyku pojechałem na romantyczny weekend z Elą do Morskiego Oka. Dla Eli był to pierwszy wspin w Tatrach. Pokonaliśmy drogę Skłodowskiego i Pachniesz brzoskwinią na Kopie Spadowej, a dzień później Sprężynę na wschodniej ścianie Mnicha, z tym, że dołożyliśmy sobie dwa dolne wyciągi z Luftwaffe. Była to dla mnie nostalgiczna wspinaczka, ponieważ pierwszy raz ze Sprężyną zmierzyłem się 14 lat temu. Oooo niebiesko mi.. Ela na szczycie Mnicha :) I tak oto dobiegł końca mój tegoroczny sezon w Tatrach. Plany na zbliżającą się jesień były ustalone, ale moje łokcie były w fatalnym stanie. Mimo, że pogoda kusiła do wspinu, trzeba było odpuścić i zająć się nimi. Ponad miesiąc resta i rehabilitacja dały poprawę na tyle, że 24 października ruszyłem na podbój USA. Razem z Marcinem „Szyną” Szymelfenigiem zawitałem do Red River George. W opinii lokalsów jest to najlepszy sportowy rejon w USA i muszę się z nimi w 100% zgodzić. Przepiękne długie wytrzymałościowo-siłowe drogi w niesamowicie urzeźbionym piaskowcu dają wiele frajdy ze wspinania. Takie cragi jak Medness Cave czy Drive-by-Car zapadają na długo w pamięci. Każdy znajdzie tu coś dla siebie - od połogów, kantów po mega przewieszenia i te jednak tu przeważają :) Podsumowując jest to jeden z lepszych rejonów wspinaczkowych, które do tej pory miałem okazję zobaczyć. Polecam wam blog Szyny, na którym możecie poczytać jak również pooglądać to, co działo się w Kentucky :) https://wspindookola.wordpress.com Easy Rider na Drive-by-Car w RED (fot. Marcin Szymelfenig) Tak oto w telegraficznym skrócie wyglądał mój wspinaczkowy A.D. 2015 a zakończę go na mojej ukochanej Misji Pec :)
Z taternickim pozdrowieniem, Tomi Osypiński |
Copyright © 2008 KW Toruń, kontakt |